sobota, 12 października 2013

Filth - recenzja


Pierwszy stycznia 2011. James McAvoy budzi się po sylwestrowej imprezie. Zastanawia się przez chwilę, czy tylko sobie to ubzdurał, czy też rzeczywiście ostatniej nocy Michael Fassbender próbował przyklejać metalowe sztućce do przyrodzenia. Ignoruje tę myśl, sięga po notatnik i zaczyna spisywać noworoczne postanowienia. Lista jest krótka. W zasadzie tylko jedna pozycja: „No more Mr. Nice Guy”. To samo wpisuje w noworocznej wiadomości tekstowej do swojego agenta. Koła zostają wprawione w ruch, sznurki pociągnięte, sok grejpfrutowy wypity i nieco ponad 700 deszczowych dni w Szkocji później – plony zebrane. W 2013 aktor dokonuje szarży na duże ekrany jako niegrzeczny chłopiec, atakuje z przytupem, trzykrotnie.

niedziela, 6 października 2013

Historie Nie(d)opowiedziane: ISOBAR, czyli o tym jak przez 25 lat pracowano nad plagiatem "Obcego".

W roku 1987 Carolco Pictures zakupiło prawa do futurystycznego horroru w konwencji science fiction. Historia napisana przez przyszłego scenarzystę „Podziemnego kręgu”, Jima Uhlsa, bezczelnie kopiowała pomysły z dwóch filmów: „Obcy – Ósmy pasażer Nostromo” oraz „Obcy – decydujące starcie” (dla wygody w dalszej części tekstu będę używał bardziej poręcznych angielskich tytułów: „Alien” i „Aliens”). Sam autor reklamując scenariusz potencjalnym klientom opisywał go jako „Obcego w pociągu”. Fabuła nie należała do specjalnie wyszukanych. W superszybkiej kolei metra uwolniona zostaje genetycznie zmodyfikowana forma życia. Humanoidalny stwór posiada mózg zaprojektowany do pełnienia roli twardego dysku, który zostanie wykorzystany przy projekcie sztucznej inteligencji. Akcję osadzono w bliskiej przyszłości w sparaliżowanym korkami Los Angeles. Uhls kreślił wizję stojących bez ruchu samochodów w ogłuszającej kakofonii klaksonów. Miało to być na tyle dużym problemem, że w dialogach nawet nawiązywano do niedawno wprowadzonego w tym okręgu prawa zakazującego trąbienia. „Super-metro” jest więc w tym świecie jedynym sensownym środkiem transportu.

sobota, 5 października 2013

Prisoners (Labirynt) - recenzja


Czasem człowieka potrafi zmrozić, gdy połączy ze sobą fakty i uzmysłowi sobie jak niewiele dzieliło od tragedii. Na ten przykład, kinową premierę miał właśnie „Labirynt”. Angielskojęzyczny debiut reżysera Denisa Villeneuve’a, autora nominowanego do Oscara „Pogorzeliska”. Scenariusz do niego napisał Aaron Guzikowski, mający dotąd na koncie tylko przeciętną „Kontrabandę” z zeszłego roku, w której to wystąpił Mark Wahlberg. Marky Mark jest producentem wykonawczym „Labiryntu”. Gdy przyjrzeć się fabule i dodać dwa do dwóch, to nietrudno sobie wyobrazić, że aktor mógłby zapragnąć wystąpienia w filmie. Mroczny thriller psychologiczny jest terenem, w który ostatnio coraz chętniej się zapuszcza. Zazwyczaj z mizernym skutkiem. Całe szczęście, że pozostał po drugiej stronie kamery i pozwolił ludziom bardziej uzdolnionym wykazać się na planie.

wtorek, 1 października 2013

Insidious: Chapter 2 (Naznaczony: rozdział 2) - recenzja


Sugerowało to już zakończenie pierwszego „Naznaczonego”. Czarną wizję zdawało się potwierdzać dodanie „rozdziału drugiego” w podtytule sequela. Wciąż jednak miałem nadzieję, że się mylę. Niestety nie. Koszmar powrócił. James Wan znowu rozpoczął wypuszczanie do kin w krótkich odstępach czasu kolejnych kilkudziesięciominutowych odcinków niezbyt udanej historii. Zdarzyło się to już wcześniej przy okazji serii „Piła”. Zaczęło się od całkiem niezłej pierwszej części, którą wyreżyserował. Film okazał się dużym sukcesem i nikogo nie zdziwiło powstanie sequela, którego Wan już tylko napisał. Finał ewidentnie zapowiadał kolejną odsłonę, co stało się normą w wypuszczanych corocznie kolejnych „odcinkach” krwawego kinowego serialu, nad którym czuwał pieczę jako producent. Nie wiem jak to się skończyło. Skapitulowałem w okolicach piątej części, nie mając już sił na dalsze oglądanie bezsensownej rzezi przeplatanej pretensjonalnym bełkotem Jigsawa. Trzeba jednak się cieszyć, że w końcu dobrnięto do jakiegoś finału (?), bo dochodziło później do absurdalnych sytuacji, gdy następne części były reżyserowane przez kolejno montażystę i scenografa poprzednich filmów.